3miejska płytoteka: Judy’s Funeral, Trupa Trupa, Ampacity

22 lip
Ampacity (fot. Oskar Szramka / mat. promocyjne)
Share on Facebook4Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Print this page

Pierwsza połowa bieżącego roku w Trójmieście zaowocowała wyjątkowo dużą ilością ciekawych premier płytowych. Wśród nich wyróżniają się przede wszystkim debiut powołanego w ubiegłym roku projektu Ampacity oraz „++”, czyli następczyni jednej z najlepiej recenzowanych pomorskich płyt z ostatnich lat – „LP” Trupy Trupy. W cieniu, chociaż zupełnie niesłusznie, chowa się natomiast EP-ka Judy’s Funeral, najmłodszych stażem muzyków w tym zestawieniu.

                                          Judy’s Funeral – „Four Track Extended Play”

Chociaż od shoegaze’owej rewolucji minęły już dwie dekady, wielu muzyków młodszej generacji cały czas chętnie nawiązuje do tej stylistyki. Shoegaze okazjonalnie słychać również w Trójmieście, głównie za sprawą nagrań grupy Folder i organizowanego od dwóch lat SpaceFestu. Mimo wszystko szlak nie został jeszcze u nas na dobre przetarty, dlatego debiutanckie EP Judy’s Funeral jest mile widzianą nowością.

Nietrudno dojść do wniosku, że trio odchowało się na gitarowym hałasie My Bloody Valentine, chociaż równie dużo (jeśli nie więcej) czerpią z Joy Division i klimatów zimnej fali. Zwłaszcza „By Night” czy „Before You Fade Away” żywo przypominają dokonania Iana Curtisa i spółki. Drugi z wymienionych utworów to zresztą najciekawszy fragment płyty, z posępnym, niemal pogrzebowym nastrojem, budowanym przez miarowe uderzenia bębnów i niepokojące dźwięki gitary. Kompozycja nie należy do najkrótszych, ale nie dłuży się i potrafi zahipnotyzować słuchacza na całe dziesięć minut.

Najbardziej oczywistą inspiracją wydaje się jednak A Place to Bury Strangers, szczególnie w opartych na ścianach gitarowego hałasu „The Machine” oraz „Your Sorry Life”. Na szczęście poszczególne numery trzymają na tyle wysoki poziom, że bronią się mimo braku oryginalności. Bardzo dobrze wypadają zwłaszcza wokale Piotra Piórkowskiego i Marcina Lewandowskiego: oszczędne i rozmywające się w dźwiękach instrumentów, a jednocześnie intrygujące.

Judy’s Funeral to muzyka mrocznych, zamkniętych przestrzeni, wypełniona ciężkim, ponurym klimatem. Termometr przyłożony do okładki wskazałby prawdopodobnie kilkadziesiąt stopni poniżej zera, dlatego możecie wykorzystać płytę jako remedium na lipcowe upały. A na poważnie: zespół warto obserwować i trzymać kciuki za obecność na kolejnym SpaceFeście – nie wyobrażam sobie tego festiwalu bez ich udziału.

Judy’s Funeral, „Four Track Extended Play”, FYH! Records 2013
Lista utworów: 1. The Machine, 2. 252, 3. By Night, 4. Your Sorry Life, 5. Before You Fade Away

Płyta to odsłuchania w całości na bandcamp

judys_funeral

                                                              Trupa Trupa – „++”

„++” zapowiadano jako płytę „cyrkowo-funeralną”, co nie powinno zaskoczyć tych, którzy mają w pamięci wydany przed dwoma laty debiut. Już wtedy ironiczne podejście do „grobowych” treści było jednym ze znaków rozpoznawczych zespołu. Tym razem podobnym tropem podąża przede wszystkim otwierający krążek „I Hate”, gdzie wokalista, Grzegorz Kwiatkowski, wita słuchaczy życzeniami zgonu (i, jakby tego było mało, gwałtu) pod adresem całego gatunku homo sapiens. Manifestowi nienawiści towarzyszy jednak radosny akompaniament klawiszy, za sprawą którego całość nie brzmi wcale groźnie, ale… no właśnie, cyrkowo.

Przewrotny jest również „Here And Then”, w którym spokojnej, kojącej melodii towarzyszą mało przyjemne rozważania o życiu i śmierci („Here you’ve got your love, and then you see her grave”) oraz „Sunny Day”. Spodziewacie się, że piosenka o takim tytule będzie miła i pogodna? No cóż… jesteście w bardzo dużym błędzie. Czy „++” jest zatem „funeralna”? Tak. Płyta nie tylko miejscami naprawdę mocno śmierdzi (nomen omen) trupem, ale zapewnia słuchaczowi cały wachlarz negatywnych emocji. Smutek, gorycz i melancholia towarzyszą nam w kompozycjach takich, jak traktujący o przemocy w rodzinie „Home” lub „Over”, któremu żałobny nastrój w finale nadaje trąbka występującego gościnnie Tomasza Ziętka (Pink Freud).

Trupa Trupa (fot. J. Sopiński)

Trupa Trupa (fot. J. Sopiński)

Album nie musi przypaść do gustu każdemu, kto polubił zespół od strony znanych z debiutu dynamicznych, dwuminutowych numerów. Na nowej płycie znalazły co prawda rock’n’rollowe rodzynki (świetne „Miracle” oraz „See You Again”), dominuje jednak spokojny, melancholijny nastrój. Warto zwrócić uwagę na intrygujący, mający w sobie coś z sakralnego klimatu „Dei” oraz bardzo minimalistyczny „Influence” (oba utwory nagrane z udziałem Mikołaja Trzaski).

Sesje nagraniowe w gdańskiej Nowej Synagodze zaowocowały albumem, który nie tyle kontynuuje debiut, co wyznacza zmianę kierunku. „++” to rzecz bardziej różnorodna, bogatsza aranżacyjnie i zwyczajnie dojrzalsza. Kto wie, być może sprawdzi się też jako muzyczny lek na złość i depresję. Macie ochotę na małe, czterdziestominutowe katharsis? Włóżcie płytę do odtwarzacza.

Trupa Trupa, „++”, wyd. niezależne 2013
Lista utworów: 1. I Hate, 2. Felicy, 3. Miracle, 4. Over, 5. Here And Then, 6. Sunny Day, 7. See You Again, 8. Home, 9. Dei, 10. Influence, 11. Exist

Płyta to odsłuchania w całości na bandcamp

trupa_trupa_plus_plus

                                                              Ampacity – „Encounter One”

Traf chciał, że pod koniec 2012 roku w Trójmieście powstały dwa „kosmiczne” zespoły: 1926 i Ampacity. O ile pierwsza z grup zabrała się za eksploatację rejonów post-rocka, druga postawiła na eksperyment, łącząc space rock i psychodelię z klimatami stonera i hard rocka. Cięższe inspiracje nie wzięły się z powietrza: to naturalna kontynuacja twórczości Broken Betty, formacji, z której wywodzi się trzech członków zespołu. Już ostatnia EP-ka stonerowego trio wydawała się zdradzać dalszy kierunek: na okładce pojawiła się ilustracja kosmosu, a całość zamykał rozbudowany, progresywny utwór „Terminus / Freedom Out Of Fire”. Muzycy postanowili zapuścić się w nieznane wcześniej rejony pod nowym szyldem, łącząc siły z klawiszowcem i basistą post-metalowego God’s Own Prototype. Debiutancki koncert na SpaceFeście spotkał się z bardzo gorącym przyjęciem, dzięki czemu tymczasowy projekt nie zaprzestał działalności i sprezentował słuchaczom „Encounter One”.

Nagrany, co warto podkreślić, „na setkę” album zawiera zaledwie trzy utwory – zupełnie jak kultowy „Close to the Edge” Yes. Chociaż obie płyty należą do zupełnie różnych kategorii, łączy je ze sobą podobna podniosłość i wielowątkowość. Każda z kompozycji Ampacity jest na tyle rozbudowana, że mogłaby stanowić temat na oddzielną recenzję, mimo to dopiero odsłuchanie całości pozwala naprawdę docenić siłę tego unikalnego wydawnictwa.

Ampacity (fot. J. Sopiński)

Ampacity (fot. J. Sopiński)

Podróż w gwiazdy zaczynamy od stonerowego galopu „Ultima Hombre”, rzeczy najbardziej zbliżonej do nagrań Broken Betty. Chwilę potem czeka nas moment wytchnienia w postaci „Asimov’s Sideburns”, przynoszącego spokojny, ambientowy klimat pozaziemskich pejzaży. Tytuł nawiązuje do jednego z mistrzów literatury science-fiction, co w żadnym razie nie powinno być przypadkiem: słuchając kompozycji można faktycznie poczuć się jak astronauta dryfujący w samym środku międzygwiezdnej pustki. Oba utwory stanowią jednak zaledwie przystawkę przed 20-minutowym maratonem „Masters of Earth”. Finałowa suita to rzecz epicka, ale daleka od kiczowatego patosu, wprost stworzona do tego, żeby wzorem „Echoes” Floydów wybrzmieć w scenerii ruin Pompejów. Dopiero tutaj pojawia się krótki fragment z wokalem Jana Galbasa, który jednak szybko ustępuje kosmicznemu szaleństwu, aż do finału, kiedy wszystko tonie w psychodelicznym hałasie.

Na „Encounter One” słychać wpływy sięgające od art-rocka i psychodeli lat 70-tych (z Hawkwind na czele) aż do Kyuss, The Mars Volta i Explosions in the Sky. Muzycy perfekcyjnie połączyli różnorodne inspiracje, balansując między kosmicznym odjazdem i mocnym brzmieniem. W rezultacie dostaliśmy płytę odkrywczą i nowatorską, która pozwala z niecierpliwością czekać na „Encounter Two”. Podsumowując: umarł król (Broken Betty), niech żyje król (Ampacity)!

Ampacity, „Encounter One”, Nasiono Records 2013
Lista utworów: 1. Ultima Hombre, 2. Asimov’s Sideburns 3. Masters of Earth

Płyta do odsłuchania w całości na bandcamp

Ampacity_Encounter One - front cover

Jeden komentarz w “3miejska płytoteka: Judy’s Funeral, Trupa Trupa, Ampacity

  1. Pingback: Nie jesteśmy smutasami [WYWIAD] | my3miasto.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>