Patrycja Bronk. Kobieta, która inspiruje*

18 Mar
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Print this page

Chcecie postawić wszystko na jedną kartę? Zaryzykować, spełniać swoje najskrytsze marzenia? Poznajcie Patrycję Bronk, kobietę silną i niezależną, właścicielkę Pralines oraz Alternativvy. Nie boi się wyzwań, pracowała wcześniej jako au pair we Francji, organizowała English Summer Camp oraz pracowała na stanowisku project managera w korporacji. Choć posiada już wiele sukcesów na koncie, nadal zmierza po następne. I nigdy się nie poddaje.

Jesteś bardzo pozytywną osobą. Skąd czerpiesz ten entuzjazm?
Być może trudno w to uwierzyć, ale kiedyś byłam straszną pesymistką. Kiedy zdałam sobie sprawę, że wszystko siedzi w twojej głowie i tak naprawdę od ciebie samej zależy, w jaki sposób postrzegasz otaczającą Cię rzeczywistość, to “coś” wreszcie we mnie pękło. Być może zabrzmi to trywialnie, ale po prostu inaczej spojrzałam na świat… Optymistom jest w życiu zdecydowanie łatwiej!

Czym zajmujesz się na co dzień? Dlaczego wybór padł na branżę fashion?
Tworzę wyjątkowe ubranka dla dzieci pod marką Pralines. Takie, których nie znajdziesz w typowym sklepie z odzieżą dziecięcą. Stawiam na prostotę i ponadczasowość. Ubranka mają być wygodne, ale również piękne, unikatowe. Postawiłam sobie za cel, żeby maluchy ubrane w Pralinkowe kreacje wyglądały po prostu słodko. Daję ich rodzicom radość z ubierania swoich pociech. Odkąd pamiętam, zawsze projektowałam swoje ubrania. W podstawówce zarysowywałam sukienkami marginesy i okładki w zeszytach, a w liceum, na studiach i potem w biurze nosiłam ubrania własnych projektów, które spotykały się z ogromnym zainteresowaniem. Nigdy nie skończyłam ASP i całe życie wmawiałam sobie, że w związku z tym nie mam prawa tworzyć projektów. W ubiegłym roku zadałam sobie jedno bardzo ważne pytanie: ,,Dlaczego nie?” i po prostu zaczęłam to robić. Po tygodniu miałam już pierwszą gotową kolekcję, która spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem na targach artykułów dla dzieci w Sopocie. Postanowiłam pójść za ciosem i oto jestem.

Założenie firmy nie należy do najprostszych zadań. Jaki jest twój przepis na sukces w biznesie?
O sukcesie to może porozmawiajmy za kilka lat. Na razie kupa pracy przede mną. Osobiście nie wierzę w istnienie przepisu na sukces. Trzeba po prostu zakasać rękawy i działać.

Czy wcześniejsze doświadczenie zawodowe miało wpływ na podjęcie decyzji o założeniu biznesu?
Na pewno tak. Ukształtowały mnie te wszystkie lata spędzone w korporacji, a zwłaszcza praca na stanowisku project managera. Zdobyte doświadczenie, przy tak ogromnym projekcie jaki prowadziłam, przekładam na własne autorskie projekty. Szczególnie ten jeden, bliski memu sercu, jakim jest Pralines. W poprzedniej firmie wiele się nauczyłam i jestem dozgonnie wdzięczna moim mentorom za wszelkie wskazówki oraz tzw. feedback.

Każdy z nas lubi oddalić się do strefy marzeń. Co zrobić żeby one nie pozostały w zamkniętej szufladzie na zawsze?
Niektóre marzenia do końca życia pozostaną w tzw. strefie marzeń. I nie ma w tym absolutnie nic złego. Jednak, kiedy czujemy całym ciałem, że powinniśmy zacząć działać w jakimś kierunku, by spełnić któreś z nich – warto to zrobić. Ja często powtarzam sobie pewien cytat: ,,Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie”. Obserwuję, jak to działa, sama po sobie, jako że od ponad dwóch lat próbuję skończyć książkę i dziwnym trafem zawsze brakuje mi czasu. A co jeśli każdego dnia będę pisać chociażby po małym kawałku? Nie mam czasu? Dziesięć minut chyba się znajdzie, prawda? I tak po miesiącu mam już kilka-kilkanaście stron całkiem fajnego tekstu. Można to przełożyć również na inne sprawy: bieg na 10 km, schudnięcie 8 kg czy nauka gry na fortepianie. Stosować regułę małych kroczków, czyli filozofię Kaizen, którą jakiś czas temu odkryłam. Polecam serdecznie książkę dr Roberta Maurera o tym, jak mały krok może zmienić twoje życie. Choć osobiście jestem bardziej typem rewolucjonisty: jak coś zmienić – to rzucić korporację z dnia na dzień, jak zacząć się zdrowo odżywiać – to przejść na sześciotygodniowe oczyszczanie warzywami według diety dr Ewy Dąbrowskiej. Oto cała ja.

Jakich rad udzieliłabyś młodym ludziom stawiającym pierwsze kroki w świecie zawodowym?
Ludzie nie lubią porad. Wolą czytać o sukcesach innych, obserwować ich kariery i biznesy. Albo lubią słuchać, jak to komuś powinęła się noga i jak z tego wybrnął obronną ręką. Życie i tak pokazuje, że najlepiej uczymy się na własnych błędach. To prawda, że boli bardziej, ale wtedy lepiej zapamiętujemy tę lekcję na zawsze. Jedyną radą, jaką mogłabym udzielić komuś, to następująca kwestia (z gatunku oczywista oczywistość, niemniej płynąca prosto z serducha): ,,nie poddawaj się, trudności zawsze będą, obojętnie, czego byś w życiu nie robił”.

Będąc na zeszłorocznej Przedsiębiorczej Kobiecie usłyszałam bardzo inspirujące zdanie: ,,Nigdy nie widziałam siebie bardziej szczęśliwej”. W jaki sposób mogłabyś odnieść się do tych słów?
Dla każdego szczęście oznacza coś innego. Dla jednych będzie to kubek aromatycznej kawy o poranku we własnym ogrodzie, dla innych posiadanie najnowszego modelu mercedesa, a jeszcze dla innych realizacja własnych celów. Jeśli chodzi o mnie, to w korporacji było bardzo dobrze, wygodnie, niemniej jednak zabrakło poczucia sprawczości. I kiedy widzę, że projekt, który stworzyłam przecież tak naprawdę od zera, rozwija się w zaskakującym tempie i przynosi wiele radości nie tylko mnie, ale również moim klientom, to moje szczęście nie zna granic. Doskonale to widać na zdjęciu z pokazu, na którym ja, wraz z dziećmi przechadzam się po wybiegu.

Czy spełniłaś już wszystkie swoje marzenia?
Na szczęście nie. Nie wyobrażam sobie, że kiedyś nadejdzie dzień, kiedy powiem:,,Ok. Patrycja, zrobiłaś już wszystko co chciałaś, teraz możesz usiąść i nic nie robić”.

Czego możemy się spodziewać w nadchodzącej kolekcji Pralines?
Kolorów. Chcę, żeby było świeżo i radośnie, z odrobiną marzeń o dalekich podróżach.

W jakim miejscu widzisz siebie za kolejne 5 lat?
Przyznam, że nie lubię odpowiadać na tego typu pytania. Już spieszę z informacją dlaczego. Otóż tylko i wyłącznie z jednego względu: świat bardzo szybko się zmienia, co roku powstają nowe zawody, codziennie jesteśmy zasypywani nowinkami technologicznymi. Trzeba być ze wszystkim na bieżąco. Uważnie śledzę trendy w nowych technologiach, w modzie i biznesie. Co prawda zajmuje mi to wiele czasu, jednak rozwijam tym samym wiedzę o otaczającym nas świecie. I zauważam, że im więcej informacji pochłaniamy, tym szybciej zmienia się nasze postrzeganie świata oraz nasze potrzeby. Sześć lat temu nie wiedziałam jeszcze o istnieniu stanowiska project manager. Kiedy zaczynałam studia w 2001 roku, nie było w ogóle mowy o takim kierunku w Polsce, a co za tym idzie, nigdy nie sądziłam, że spotka mnie kariera PM w korporacji. Nigdy też nie przyszło mi do głowy, że będę miała własną firmę. Wszystko się zmienia, ewoluuje. Nie wiem, gdzie będę za pięć lat. Na razie o tym nie myślę, bo życie jest nieprzewidywalne. I to jest fajne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.