„Perełki z drugiej ręki” – trójmiejska moda na lumpeksy

22 Kwi

Dlaczego coraz więcej ludzi woli używane ubrania od nówek z metką? Na czym polega fenomen ciuchlandów? Na mapie trójmiasta nie brakuje obleganych second-handów, które cieszą się ogromną popularnością wśród licealistek, studentek, a także dorosłych kobiet. Ciuchy z drugiej ręki nie wychodzą z mody!

Dzisiaj stać nas na prozachodni lifestyle, szwajcarskie, szwedzkie i hiszpańskie sieciówki są nawet w niewielkich miasteczkach, a stylowe magazyny i blogi każdy może przeglądać w zaciszu własnego domu. Niestety, zachód poszedł do przodu. Teraz modne są ciuchy z drugiej ręki – ubraniowe hipsterstwo, które może niektórych bawić. Ale w sumie, kto zabroni bogatemu i biednemu modnie żyć?

Wśród zalet ciuchlandów zdecydowanie króluje cena. Jeśli ktoś lubi tanie zakupy, i z ciężkim sercem wydaje 100 złotych na parę jeansów w sieciowych sklepach, to zdecydowanie polecam rajd po lumpeksach. Sama lubię tam kupować, bo mogę wiele zaoszczędzić i nie przepłacić. Mam dużo różności za czasem śmieszną cenę – mówi Ania, studentka kultoroznawstwa, która co najmniej raz w tygodniu wchodzi przejrzeć co nowego pojawiło się w jej ulubionych second-handach. Nic nie zastąpi mi satysfakcji i świadomości, że mam czasem sto razy fajniejszy ciuch, za który dałam grosze, niż dziewczyny, które wydają na swoje ubrania grube pieniądze tylko dla metki, a wyglądają tak samo jak pół ulicy. Z tą niepodważalną zaletą zgadzają się jednogłośnie niemal wszystkie miłośniczki second-handów.

fot. flickr.com
fot. flickr.com

Nie da się nie wspomnieć o oryginalności, dzięki której ciuchy z lumpeksów biją o głowę sieciowe produkty i bazarowe wyroby z Chin.  Często zdarza się, że ubrania, które kupuję w second-handzie wyglądają na nowiutkie aż wszyscy pytają: „gdzie to kupiłaś?”. To żaden wstyd, tylko satysfakcja, że udało mi się upolować coś wyjątkowego – wyjaśnia Martyna, studentka architektury. – Osobiście aż tak dużo nie kupuję w ciuchu, ale nie raz i nie dwa zachwycałam się czymś, co miały na sobie moje koleżanki, a także koledzy. Ciekawym trendem jest bowiem to, że wśród panów również można znaleźć zwolenników takich zakupów.

Lumpeks to miejsce dobre dla tych, których pragnienie bycia w zgodzie z modą ulicy jest mniej oczywiste.  Nie jest sztuką pójść do sklepu i wydać 150 złotych na zwykłą, dajmy na to spódniczkę, i się cieszyć. Jestem o wiele bardziej zadowolona, gdy zajdę coś fajnego dychę. Czasem ponurkuję żeby to znaleźć – zdradza Klaudia, studentka chemii. – W lumpach jest strasznie dużo świetnych drobiazgów: torebek, pasków, biżuterii, ozdób, czasami też trafią się super buty. Plusem jest też to, że jak coś mi się znudzi, to nie żałuję że wydałam na to kupę kasy i bez skrupułów mogę kupić coś nowego – dodaje jej koleżanka Aleksandra. Nawet jeśli na pierwszy rzut oka wybór jakiegoś ciucha wydaje się nietrafiony to kilka dodatków, trochę wyobraźni i wyglądasz jak z modowego magazynu. Na pewno nie są to zakupy dla leniwych, trzeba trochę wysiłku, pomysłu i kombinowania przed szafą.

fot. flickr.com
fot. flickr.com

I tu pojawia się kwestia sporna wśród zakupoholiczek: czas. Z jednej strony jest to czasochłonne, ponieważ idąc do sklepu bywa , że nie znajdziemy potrzebnej ci rzeczy od razu i musimy rozpocząć poszukiwania. Bywa jednak tak, że od znajdziemy coś już na pierwszym wieszaku: – Moim zdaniem, najfajniejsze w kupowaniu ciuchów w ciuchlandach jest to, że zwykle są to spontaniczne zakupy, a takie cieszą najbardziej! – mówi fanka lumpeksów, Karolina.

Nie wszystko wygląda jednak tak kolorowo, wystarczy wybrać się do jednego z lumpeksów w dniu dostawy lub wyprzedaży, aby moć zobaczyć na własne oczy co są w stanie zrobić kobiety dla wymarzonej sukienki.  Nie lubię w lumpach tych wrednych bab, które zachowują się jak dzikie zwierzaki, jakby to czy przeżyje, zależało od zakupu tego ubrania  wyjaśnia Karolina. – Inne minusy? Tłum szalonych ludzi, którzy z rąk i koszyków zabierają ubrania. To jest po prostu śmieszne.

fot. flickr.com
fot. flickr.com

W galeriach handlowych coś taniego łatwo upolować tylko podczas wyprzedaży. Nie ma więc co czekać kilka miesięcy na obniżki – sklepy z tanią odzieżą czekają. Tam towar tanieje z każdym dniem.

Gdzie zapolować na okazje w Trójmieście? Prawdziwym rajem wydaje się Gdynia – w centrum, wystarczy odejść kilkanaście metrów od Świętojańskiej, by natknąć się na jakiś lumpeks. Najwięcej względem długości ulicy jest zlokalizowanych przy ulicy Starowiejskiej oraz innych przyległych do niej bocznych dróżkach i Władysława IV (największy dwupiętrowy gdyński ciucholand). W Sopocie second-handowego szczęścia należy szukać przy ulicach Niepodległości, Podjazd i Haffnera. Z kolei w Gdańsku znajdziemy dobre miejsca do polowań niemal w każdej jego dzielnicy. Warte uwagi się ciucholandy z centrum znajdujące się m.in. przy Świętojańskiej, Świętego Ducha, Stągiewnej, Gałczyńskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.