Kicz, tandeta, bezguście, czyli słowo o świątecznym jarmarku

14 Gru
Share on Facebook0Tweet about this on TwitterShare on Google+0Pin on Pinterest0Print this page

Ponad tydzień temu Targ Węglowy w Gdańsku został opanowany przez kilkanaście drewnianych stoisk, kolorowe choinki i Świętego Mikołaja – wszystko za sprawą Jarmarku Bożonarodzeniowego, który od kilku już lat jest stałym grudniowym punktem w trójmiejskim kalendarzu. Zimowe czapki, rękawiczki, bombki, lampki, ręcznie robiona biżuteria – to wszystko możemy znaleźć przechadzając się między straganami.

Jarmarku nie da się nie zauważyć. Z daleka wzrok przykuwają wielobarwne świecidełka, a od czasu do czasu możemy usłyszeć znane wszystkim świąteczne melodie. Mimo wszystko, wielkich tłumów na placu brak, a znaczną część stanowią amatorzy grzanego wina, które notabene, jest naprawdę dobre. Trudno się dziwić, produkty oferowane przez sprzedawców możemy znaleźć w większości sklepów, co więcej, po niższych cenach.

Organizatorzy postawili także na inne atrakcje. Wenecka karuzela, czy wystawa choinek ustrojonych wedle tradycji panujących w różnych stronach świata przypadły do gustu nie tylko najmłodszym, ale też i tym nieco starszym, chcącym poczuć w bożonarodzeniowy klimat.

Co więc jest nie tak? Dlaczego tak wiele osób jest niezadowolonych z tegorocznego jarmarku?

Byłam na takim kiermaszu w Warszawie i we Wrocławiu. Ten w Gdańsku w porównaniu z nimi to chyba jakiś żart. Bardziej przypomina bazar niż małe, urocze, świąteczne miasteczko – mówi Asia, jedna z osób które zapytałam o opinię na temat jarmarku.

Jestem zawiedziony tym, jak to wszystko zostało zorganizowane. Zero inwencji. Wygląda to tak, jakby ktoś miał dobrą inicjatywę, ale żadnego pomysłu, jak efektownie urządzić taki targ – ocenia Radek.

Rzeczywiście, trudno nie zgodzić się z głosami krytyki. Kiermasz, mimo że pełen świątecznych dekoracji, nie zachwyca. Szczególnie jeśli popatrzymy na ogromy namiot stojący na środku placu, w którym znajdują się stoiska handlowe. Cały klimat, który udało się stworzyć dzięki mikołajom, reniferom i bałwankom, nagle pryska. Jedyną rzeczą, która doceniamy będąc już w środku jest to, że nie marzniemy dzięki włączonemu ogrzewaniu. Jeśli chodzi o oferowane produkty, na uwagę tak naprawdę zasługują jedynie ręcznie robione ozdoby – są piękne, niepowtarzalne i bardzo oryginalne. Reszta, no cóż, jest odrobinę tandetna.

Na szczęście jarmark w Gdańsku nie jest jedynym w Trójmieście, już od dziś na Placu Przyjaciół Sopotu, tak jak rok temu, będzie można przejść pośród drewnianych stoisk, kupić upominki dla najbliższych i spróbować poczuć magię świąt. Oby tym razem owładnęła ona nami na dobre.

3 komentarzy w “Kicz, tandeta, bezguście, czyli słowo o świątecznym jarmarku

  1. I tak jest znacznie lepiej, niż w poprzednich latach, gdzie zamiast uroczych budek mieliśmy tylko ogromny namiot ze wszystkim made-in-china.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.