„Bardzo dziwny” mecz Lechii z Podbeskidziem (FOTO)

26 Lip

Po letnich wzmocnieniach wymagania wobec Lechii Gdańsk są ogromne. Gdański zespół w pierwszej kolejce nie zachwycił, jedynie zremisował z Jagiellonią Białystok. Tym razem Lechia na własnym terenie zmierzyła się z Podbeskidziem Bielsko-Biała. Z jakim efektem?


Do piątkowego spotkania obie drużyny nie przystępowały w najlepszych nastrojach. Kreowana na króla polowania Lechia Gdańsk na inaugurację zremisowała w Białymstoku 2:2, natomiast Podbeskidzie straciło w końcówce meczu w Bielsku-Białej dwie bramki i przegrała z Pogonią Szczecin 1:2.

– Mecz z Jagiellonią był kubłem zimnej wody, bo cała otoczka wskazywała nas na mega faworytów.  – skomentował Marcin Pietrowski, obrońca Lechii. – Być może to sprawi, że wszyscy zejdą na ziemię i nam będzie łatwiej się grało. Będzie nam lżej, więc i gra powinna być zdecydowanie lepsza. Z Podbeskidziem Bielsko-Biała nam rzadko kiedy grało się dobrze. Zawsze dużo lepiej prezentowaliśmy się z zespołami, które prowadziły otwartą grę.  Podbeskidzie zawsze przyjeżdżało do Gdańska się bronić. Kadry drużyn w porównaniu do zeszłego sezonu są zupełnie inne i wiadomo, że mecz meczowi nie jest równy. Myślę, że teraz mamy coś do udowodnienia swoim kibicom. – zapowiadał zawodnik przed drugim spotkaniem sezonu.

belka-galeria2

Na poprawę gry  biało-zielonych mieli nadzieję głównie kibice, którzy zgromadzili się na PGE Arenie w oczekiwaniu na widowisko na prawdziwym poziomie jaki oczekuje się od „nowej Lechii”. Jednak piątkowy mecz nie był porywającym widowiskiem i zakończył się minimalnym zwycięstwem gospodarzy 1:0. Spotkanie udowodniło, że przed Lechią jeszcze długa droga, aż przebudowany zespół zacznie prawidłowo współpracować. Co prawda spotkanie udało się wygrać gospodarzom, ale Podbeskidzie znacznie pomogło swoim rywalom.

Od pierwszych akcji meczu w Gdańsku było widać, który zespół chce zdobyć trzy punkty. Już w kwadransie otwierającym spotkanie, biało-zieloni mieli przynajmniej cztery okazje do strzelenia bramki.  Miejscowi na prowadzenie wyszli w 29. minucie. Wówczas fatalny błąd popełnił Richard Zajac, który wybijając piłkę trafił wprost na głowę Macieja Makuszewskiego: – Mogłem z piłką zrobić wszystko. Wybić w trybuny, do kibiców, niestety – wyszło jak wyszło. Chciałem przerzucić piłkarza Lechii, ale trafiłem prosto w niego i wpadło – po meczu Zajac wciąż z niedowierzaniem kręcił głową. – Jednym słowem: katastrofa. Przykro mi trochę, że nikt nie będzie pamiętał moich dobrych interwencji z drugiej połowy, ale takie jest życie. 

Strzelcem tego niecodziennego gola był Maciej Makuszewski, zdobywca jedynej bramki meczu, która okazała się bramką zwycięską: – Strzeliłem tego gola… nosem. Rzadkością są moje bramki strzelone głową, ale nosem nie strzeliłem jeszcze nigdy. W życiu, nawet na treningu mi się nie udało – mówił z uśmiechem po spotkaniu Makuszewski. W ten niecodzienny sposób gracz Lechii dał prowadzenie swojej drużynie. Kilka minut później murawę musiał opuścić Marek Sokołowski, który brutalnie sfaulował Piotra Wiśniewskiego. – Bardzo dziwne zawody w naszym wykonaniu, bo tak naprawdę my ułatwiliśmy Lechii Gdańsk zdanie – ocenił Leszek Ojrzyński, trener Podbeskidzia. – Taki błąd, jak przy starcie bramki nie powinien nam się przydarzyć.  Po raz drugi utrudniliśmy sobie życie, gdy Marek Sokołowski dostał czerwoną kartkę. W drugiej połowie mieliśmy sytuacje, by wyrównać. Ja zawsze powtarzam chłopakom, że szczęściu trzeba pomóc. My dzisiaj tego nie zrobiliśmy. Sami sobie zasłużyli na porażkę. 

Podbeskidzie grając w osłabieniu przez zdecydowaną większość spotkania nie było w stanie już wyrównać. Druga połowa wyglądała dużo gorzej niż pierwsza. Co prawda oba zespoły miały swoje szanse, jednak wynikały one przede wszystkim z niedokładnej gry i podań wprost pod nogi rywala. Ostatecznie Lechia wygrała 1:0 i po dwóch kolejkach ma na swoim koncie cztery punkty.

Trener Lechii Gdańsk Joaquim Machado podkreślał na konferencji prasowej, że jego zespół zagrał bardzo dobre pierwsze 45 minut: – Z pierwszej połowy jestem bardzo zadowolony. Mieliśmy całą grę pod kontrolą i powinniśmy prowadzić wyżej – mówił Machado. – W naszym wykonaniu była to bardzo dobra część gry. W drugiej połowie przeciwnik zachowywał się w sposób ostrożny i chciał grać z kontry. Podbeskidzie czekało przede wszystkim na dogodną okazję. Mieliśmy również akcje oskrzydlające, ale brakowało przede wszystkim kończącego podania. Powinniśmy utrzymywać wysokie tempo gry przez cały czas. W końcówce było sporo nerwów, ale udało nam się dowieźć zwycięstwo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.